Wielki Czwartek, 14.04.2025
Wstęp
Czy wiesz, że jeśli codziennie poprawisz się tylko o 1%, to po roku będziesz aż 37 razy lepszy? A jeśli codziennie będziesz gorszy o 1%, to po roku… niemal nic z ciebie nie zostanie. To nie magia – to matematyka! Tak pisze James Clear w książce Atomowe nawyki. Małe decyzje każdego dnia mają ogromną moc. Albo cię budują, albo powoli niszczą.
W życiu duchowym działa to tak samo. Codzienne wybory mogą prowadzić do świętości – albo… do zdrady. Judasz nie stał się zdrajcą nagle. Każdego dnia oddalał się od Jezusa – tu trochę oszukał, tam był zazdrosny, potem obojętny. I tak małymi krokami doszedł do punktu, w którym sprzedał Mistrza za 30 srebrników.
Dziś, w Wielki Czwartek, wspominamy i miłość Jezusa, który umywa nogi uczniom, i początek zdrady Judasza. To dobry moment, by zadać sobie pytanie: Jakie moje codzienne nawyki oddalają mnie od Jezusa?
Niechęć do służenia innym
Po pierwsze – niechęć do służenia innym. Jezus wyraźnie pokazał, że miłość to służba. W Wieczerniku ukląkł przed uczniami i umył im nogi, mówiąc: „Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi”.
Albert Einstein powiedział: „Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia.” Życie skupione wyłącznie na sobie szybko traci sens, ale życie oddane innym nabiera znaczenia.
Mówi się żartobliwie: „Każdy chce ratować świat, ale nikt nie chce pomóc mamie zmywać naczyń”. Wszyscy marzymy o bohaterskich czynach, a unikamy prozaicznej pomocy w codzienności. Jednak właśnie od tych „zwyczajnych” naczyń zaczyna się przemiana świata na lepsze.
Podobną lekcję daje anegdota z konfesjonału: Pewien penitent skarżył się księdzu, że rodzina go nie szanuje. Ksiądz pyta: „A pomagasz żonie w domu? Słuchasz jej? Robisz drobne rzeczy z miłością?” – „Nie, proszę księdza, jestem zmęczony po pracy.” – „To spróbuj przez tydzień służyć w domu bez gadania.” Po tygodniu mężczyzna wraca odmieniony i woła: „Księże, to cud! Żona patrzy na mnie jak na anioła, w domu spokój…” Ksiądz z uśmiechem odpowiada: „Synu, to żaden cud – to siła służby. Wystarczyło zacząć myć te naczynia!”
Kiedy ostatnio zrobiłem coś bezinteresownego dla bliźniego? Czy potrafię zdobyć się na taką zwyczajną pomoc, choćby drobiazg?
Opór przed przyjęciem miłości
Po drugie – opór przed przyjęciem miłości. Paradoksalnie, wielu z nas ma problem nie z dawaniem, ale z przyjmowaniem miłości. Brzmi dziwnie – któż nie chciałby być kochany? A jednak nieraz nasza duma, lęk czy poczucie niegodności sprawiają, że nie pozwalamy się kochać.
Święty Piotr Apostoł w Wieczerniku też początkowo nie chciał przyjąć takiej miłości. Gdy Jezus chciał umyć mu nogi, Piotr zaprotestował – z oporem powiedział: „Nigdy mi nie będziesz nóg umywał”. Myślał, że robi to z szacunku do Mistrza. Lecz Jezus odparł mu stanowczo: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną”. To otrzeźwiło Piotra. Zrozumiał, że musi pozwolić Jezusowi siebie umiłować i obdarować (choćby w tak uniżonej posłudze), inaczej zamknie się na więź z Nim.
Nawet najwięksi tego świata miewali z tym problem. Steve Jobs, genialny wizjoner i twórca Apple, zmagał się nie tylko z technologią, ale i z własną dumą. Gdy zachorował na nowotwór trzustki, rodzina błagała go, by zaufał lekarzom. On jednak przez dziewięć miesięcy odrzucał operację, próbując pokonać chorobę alternatywnymi sposobami. „Nie chciałem, by otwierano moje ciało, nie chciałem być w ten sposób naruszony” – tłumaczył potem ze skruchą. Żałował tej decyzji, bo ta zwłoka pozwoliła chorobie się rozprzestrzenić, zanim w końcu zdecydował się na operację
Mówi się: „Jeśli Bóg chce ci dać prezent, a ty trzymasz zaciśnięte ręce, to nic nie otrzymasz.” To prosta ilustracja: Boża łaska i ludzka życzliwość są jak dar – ale żeby dar zadziałał, trzeba go przyjąć.
Brak refleksji nad własnym działaniem
Po trzecie – brak refleksji nad własnym działaniem. Żyjemy w zabieganym świecie. Ciągle gdzieś biegniemy, coś nas rozprasza: praca, wiadomości, smartfon. W tym pędzie łatwo nie zauważyć, że oddalamy się od Boga. Brak chwili zatrzymania, zastanowienia się nad sobą sprawia, że możemy błądzić, tracąc z oczu właściwy kierunek.
W dzisiejszej Ewangelii, po umyciu uczniom nóg, Jezus zapytał: „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?”. To wezwanie do refleksji – by nie przejść obojętnie nad działaniem Boga, ale zatrzymać się i zrozumieć jego sens.
Benjamin Franklin, jeden z ojców-założycieli USA, był nie tylko wynalazcą, ale i mistrzem autorefleksji. Jako młody człowiek ułożył listę 13 cnót, które chciał w sobie doskonalić, i codziennie wieczorem rozliczał samego siebie z postępowania. Każdy dzień zaczynał pytaniem: „Co dobrego dzisiaj uczynię?”, a kończył pytaniem: „Co dobrego dzisiaj uczyniłem? Dzięki takiej praktyce stał się człowiekiem mądrym, opanowanym i skutecznym. Jego przykład pokazuje, że regularna refleksja nad sobą prowadzi do realnej życiowej zmiany – małymi krokami, dzień po dniu.
Filozof Blaise Pascal zauważył kiedyś: „Wszystkie problemy ludzkości biorą się stąd, że człowiek nie potrafi spokojnie usiedzieć sam w pokoju.” Ten cytat pokazuje, że brak umiejętności wyciszenia się i pomyślenia prowadzi do chaosu. Ile naszych życiowych błędów wynika z tego, że nie daliśmy sobie chwili na namysł czy modlitwę! Czasem 5 minut ciszy z własnym sumieniem może oszczędzić nam lat błądzenia.
Definicja szaleństwa (według Einsteina) brzmi: „robić w kółko to samo i oczekiwać innych rezultatów.” Wniosek? Jeśli coś w moim życiu „boli”, warto przestać to powtarzać.
Życie bez refleksji jest jak jazda samochodem bez lusterek wstecznych i kierunkowskazów. Czy znajduję codziennie choć parę minut, by spojrzeć w lustro swojego dnia – co zrobiłem, z jaką intencją, dokąd mnie to prowadzi? A może uciekam w telefon, internet, telewizję – byle nie myśleć? Czy nie boję się zatrzymać w ciszy z własnym sumieniem? Pamiętajmy słowa Pana: „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?” – bez refleksji nigdy nie zrozumiemy, co Bóg czyni w naszym życiu, ani dokąd my sami zmierzamy.
Zakończenie
Rozważyliśmy dziś trzy codzienne nawyki, które oddalają nas od Jezusa:
- Niechęć do służenia innym – gdy unikamy służby, zamykamy się na bliźnich i nie naśladujemy Jezusa.
- Opór przed przyjęciem miłości – gdy nie pozwalamy się kochać i pomagać sobie, odgradzamy się od łaski Boga i od ludzi, którzy chcą naszego dobra.
- Brak refleksji nad sobą – gdy żyjemy bez zastanowienia, łatwo gubimy drogę, zagłuszamy sumienie i nawet nie zauważamy, że się oddalamy.
Dobra nowina jest taka, że każdy z tych obszarów możemy naprawić małymi krokami – zaczynając choćby od dzisiaj, od tego świętego wieczoru. Nie musimy od razu stać się doskonali; wystarczy codziennie mały krok ku dobremu, takie +1%. Konkret? Oto propozycje:
- Służba: Postanów, że codziennie zrobisz dla kogoś jeden drobny dobry uczynek. Podaj pomocną dłoń w pracy, w domu sam z siebie pozmywaj naczynia, zaopiekuj się czyjąś potrzebą. Mała praktyczna miłość każdego dnia.
- Otwartość: Świadomie pozwól się kochać. Gdy ktoś oferuje pomoc – przyjmij ją z wdzięcznością, a nie z zakłopotaniem. Gdy bliski mówi komplement lub chce ci wybaczyć – otwórz serce, uwierz, że na to zasługujesz. Codziennie pozwól Bogu i ludziom okazać ci trochę miłości, zamiast się odgradzać.
- Refleksja: Znajdź chwilę ciszy pod koniec każdego dnia. Choć 5-10 minut na rachunek sumienia: pomyśl, co dziś zrobiłeś dobrego, co złego, za co podziękować Bogu, o co poprosić na jutro.
Pozostawię nas z inspirującymi słowami św. Matki Teresy z Kalkuty, które streszczają całą tę naukę o małych krokach:
„Nie wszyscy z nas mogą czynić rzeczy wielkie. Ale możemy czynić małe rzeczy z wielką miłością.”
Jedna odpowiedź
Bardzo inspirujące kazanie. Aż włącza się analiza własnego postępowania i przemyśleń. Ciekawe wytłumaczenie Ewangelii z konkretnymi przykładami i wskazówkami, co można robić, by się rozwijać w życiu codziennym i duchowym.