Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, 20.04.2025
Wstęp
Czy wiecie, że przeciętny człowiek ma ponad 60 000 myśli dziennie? Aż 80% z nich bywa negatywnych – to powtarzające się lęki, bolesne wspomnienia, wątpliwości i obawy. To jak niekończąca się pętla, która potrafi nas uwięzić w naszych własnych głowach.
Dziś, w Niedzielę Zmartwychwstania, stajemy przed pustym grobem – symbolem nie tylko zwycięstwa życia nad śmiercią, ale także triumfu nad naszymi wewnętrznymi lękami i wątpliwościami.
Pusty grób to dowód na to, że to, co wydawało się końcem, może stać się nowym początkiem. Skoro Chrystus pokonał śmierć i ciemność grobu, to czyż nie może pokonać także naszych najciemniejszych myśli?
W dzisiejszym kazaniu odkryjemy, jak Zmartwychwstanie Chrystusa pomaga uwolnić się od dręczących, negatywnych myśli i odnaleźć upragniony pokój serca.
1. Nazwij swoją ciemność
Ewangelia opisuje, że pierwsza do grobu Jezusowego przyszła Maria Magdalena „wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno”. Ciemność towarzyszyła jej na zewnątrz, ale zapewne i w sercu – była pogrążona w smutku, lęku, może poczuciu klęski. My także nieraz chodzimy w ciemności dręczących myśli. Pierwszym krokiem do uwolnienia się od nich jest przyznać, co nas naprawdę dręczy, nie uciekać przed tym. Innymi słowy: nazwać swoją ciemność po imieniu.
Psychologowie mówią: „Nazwij swój lęk, a oswoisz go.” Nazwanie trudnej emocji zmniejsza jej negatywną siłę. Dopóki coś ukrywa się w mroku naszego umysłu bez nazwy, wydaje się potężne i nieokreślone. Kiedy jednak to wypowiemy, określimy, przyznamy się przed sobą i Bogiem: „Tak, boję się tego i tego”, „Dręczy mnie właśnie ta myśl” – wtedy zaczynamy nad tym panować, a nie to nad nami.
Pozwólcie, że zilustruję to starą opowieścią pod tytułem „Imię diabła”. Dawno temu żyła pewna dobra i mądra królowa. Jednak w chwili desperacji, obawiając się utraty swojego królestwa, popełniła błąd – zawarła pakt ze złym skrzatem, demonem, którego nikt wcześniej nie widział. Ów zły skrzat obiecał uratować jej królestwo przed wrogami, ale zażądał straszliwej ceny: pierwszego dziecka królowej, gdy tylko się narodzi. Zrozpaczona wizją utraty tronu królowa zgodziła się, lecz zaraz potem pożałowała swojej decyzji.
Minęły miesiące, urodziło się królewskie dziecko – piękny książę. Wtedy zjawia się skrzat, by odebrać to, co mu obiecano. Przerażona matka błaga go o litość. Złośliwy stwór uśmiecha się i mówi: „Dam ci jeszcze jedną szansę. Masz trzy dni. Jeśli odgadniesz moje imię – odejdę na zawsze i zostawię twoje dziecko. Jeśli nie – zabieram je ze sobą.”
Królowa natychmiast zwołała wszystkich mędrców i doradców, kazała szukać po całym królestwie jakiejkolwiek wskazówki do imienia diabła. Pierwszego dnia – nic. Drugiego dnia – również żadnego tropu. Dopiero trzeciej nocy jeden z rycerzy, przemierzając ciemny las, usłyszał dziwaczny śmiech dochodzący z małej chatki. Zajrzał przez okno i zobaczył, jak mały skrzat podskakuje przy ognisku, klaszcze w dłonie i śpiewa: „Ha, nikt nie zgadnie! Dziś zabiorę królowej dziecko, bo nikt nie wie, że moje imię to Titelitury!” (tak się wabił ów demon). Rycerz, ucieszony odkryciem, wraca galopem do zamku i przekazuje królowej imię, które podsłuchał.
Następnego ranka zły skrzat zjawia się po dziecko, pewny swego zwycięstwa. „Czy znasz moje imię?” – pyta szyderczo. Królowa odpowiada spokojnym głosem: „Tak. Twoje imię to Titelitury.” W tym momencie demon krzyczy z wściekłością. Tupie nogą tak mocno, że zapada się pod ziemię i znika na zawsze. Jego moc prysła dokładnie w chwili, gdy został nazwany po imieniu.
Morał tej baśni jest jasny: to, co nienazwane, sprawuje nad nami władzę; nazwane po imieniu – traci swoją moc. Dopóki królowa nie znała imienia przeciwnika, była bezsilna i żyła w strachu. Gdy tylko poznała i wypowiedziała jego imię, uwolniła się od lęku. Podobnie i my – musimy nazwać nasze „demony”, nasze ciemności. Jaki lęk cię dręczy? Nazwij go. Jakie wspomnienie nie daje ci spokoju? Przyznaj to przed Bogiem i samym sobą. Jakie kłamstwo o sobie wciąż powtarzasz w myślach? Uświadom to sobie i nazwij je kłamstwem.
Pierwszy krok do wolności to nie zamiatanie problemu pod dywan, ale odważne spojrzenie w oczy swojej ciemności i nazwanie jej. Maria Magdalena nie chowała się w domu – wyszła, choć było jeszcze ciemno, by iść do grobu. My też wyjdźmy z ukrycia: powiedzmy Jezusowi w porannej modlitwie o tym, co nas gnębi. Wypowiedzmy na głos nasze obawy i lęki – choćby szeptem. Wtedy stracą choć część swej paraliżującej siły. Nazwanie swojej ciemności to pierwszy krok, który oswaja lęk i otwiera drogę, by światło zmartwychwstania mogło rozjaśnić mrok.
2. Zaufaj, że Jezus jest silniejszy
Nazwanie problemu to jednak dopiero początek. Co dalej? Drugi krok to zaufać, że Jezus jest silniejszy od tej ciemności. Gdy Jan, umiłowany uczeń, przybiegł do pustego grobu, Ewangelia mówi: „Wszedł także i ów drugi uczeń… Ujrzał i uwierzył” (J 20,8). Jan uwierzył, że Jezus żyje, choć jeszcze Go nie widział. Ujrzał znaki Zmartwychwstania i zaufał, że jego Mistrz pokonał śmierć.
My również musimy uwierzyć, że Chrystus naprawdę zwyciężył każdą ciemność, grzech i śmierć – wszystko, co nas przerasta. Tylko w ten sposób nasze negatywne myśli stracą ostatecznie nad nami władzę. Skoro Jezus żyje, to żadna rozpacz nie jest ostateczna. Skoro On pokonał zło, to i my z Nim pokonamy nasze lęki.
Przypomina mi się tutaj znane powiedzenie Oscara Wilde’a: „Każdy święty ma przeszłość, a każdy grzesznik ma przyszłość.” Te słowa kryją głęboką prawdę: nikt nie jest skreślony. Nie ma takiego życiowego błędu ani takiej ciemności, z której Jezus nie mógłby nas wyprowadzić. W Chrystusie zawsze jest przyszłość pełna życia – niezależnie od tego, co było wczoraj. Możemy więc śmiało patrzeć w jutro, bo Pan jest mocniejszy niż to, co nas przygniata.
Zaufanie nie jest jednak tylko wiedzą czy zgodą rozumu; to coś więcej niż teoria. Żeby to zilustrować, opowiem Wam historię „linoskoczka nad przepaścią”. W XIX wieku żył słynny akrobata Charles Blondin, który dokonywał niezwykłych wyczynów – przechodził po linie rozpiętej nad wodospadem Niagara. Tłumy widzów zbierały się, by go oglądać z zapartym tchem. Blondin przechodził nad przepaścią wiele razy: raz niosąc kij balansujący, innym razem pchając taczkę, a podobno nawet z zawiązanymi oczami. Ludzie wiwatowali zachwyceni jego odwagą i zręcznością.
Kiedy już któryś raz z kolei przeszedł nad przepaścią, Blondin zwrócił się do widzów z pytaniem: „Czy wierzycie, że przeniosę człowieka na swoich plecach na drugą stronę?” Tłum odpowiedział entuzjastycznie, że wierzy! Wydawało się, że wszyscy są pewni jego umiejętności. Wtedy linoskoczek zrobił coś zaskakującego – poprosił o ochotnika, który zgodzi się wejść mu na plecy i dać się przenieść na linie. Nagle zapadła cisza… Wierzyli w teorii, ale nikt nie miał odwagi naprawdę zaufać akrobacie swoim życiem. W końcu jeden jedyny człowiek się zgłosił. Wspiął się na jego plecy i Blondin przeniósł go bezpiecznie na drugą stronę. Tłum oszalał z zachwytu. Ten wyczyn stał się żywą lekcją, czym jest prawdziwe zaufanie.
Jaki stąd morał? Zaufać to nie to samo co wierzyć, że coś jest możliwe – to powierzyć siebie, zaryzykować. My często mówimy, że wierzymy Bogu, iż może wszystko, ale czy powierzamy Mu samych siebie? Czy pozwalamy Mu nieść się na Jego plecach nad przepaścią naszych życiowych problemów? Pusty grób jest właśnie takim Bożym popisem wszechmocy – Jezus przeszedł po linie nad otchłanią śmierci i stanął żywy po drugiej stronie! Teraz pyta każdego z nas: „Czy ufasz Mi? Czy wierzysz na tyle, by powierzyć Mi swoje życie?”
Być może stoisz dziś nad przepaścią własnych lęków i wątpliwości. Może mówisz: „Tak, wierzę, że Bóg jest wszechmocny”, ale w sercu boisz się Mu w pełni zaufać – oddać kontrolę. Zmartwychwstały Chrystus wyciąga do ciebie rękę. On jest silniejszy niż cokolwiek, co chce cię wciągnąć w dół. Drugi krok ku wolności od dręczących myśli to uchwycić tę rękę – zaufać Jezusowi całym sobą. On cię przeniesie bezpiecznie przez każdą otchłań, nawet jeśli droga wiedzie po cienkiej linie.
3. Zostaw przeszłość i idź dalej
Nazwaliśmy już nasze ciemności i zdecydowaliśmy się zaufać Jezusowi tu i teraz. Co jednak zrobić z bagażem dawnych krzywd, błędów i żalów, który tak często nosimy w sercu? Te ciężary przeszłości często są źródłem naszych natrętnych, negatywnych myśli. Trzeci krok podpowiada nam sam poranek wielkanocny: zostaw przeszłość i idź dalej w nową przyszłość.
Kiedy apostołowie zajrzeli do grobu Jezusa, zobaczyli intrygującą rzecz: „Ujrzeli leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, zwiniętą osobno, na jednym miejscu” (J 20,6-7). Jezus powstał z martwych i zostawił całun oraz chustę – całe „umundurowanie śmierci” – w grobie. Już Mu nie były potrzebne. Wyszedł z grobu bez bagażu przeszłości, w blasku nowego życia. To dla nas znak: my również mamy zostawić to, co stare, w grobie. Wszystkie rany, urazy, winy i porażki – oddać Bogu i nie targać ich dalej za sobą niczym gnijących całunów.
Łatwo powiedzieć: puść przeszłość! – ale jak to zrobić? Posłużę się tutaj prostą, obrazową scenką: „Szklanka wody”. Wyobraźmy sobie, że trzymam w wyciągniętej dłoni szklankę wody. Pytam: Ile waży ta szklanka? Ktoś powie: 200 ml, ktoś inny: 300 gramów. A ja odpowiem: To bez znaczenia, ile dokładnie waży. Liczy się, jak długo ją trzymam. Jeśli trzymam ją przez minutę – żaden problem, prawie tego nie czuję. Jeśli godzinę – ręka zacznie mi drętwieć i boleć. A co, jeśli trzymałbym ją cały dzień? Ramię miałbym w ogniu z bólu, sparaliżowane. Waga szklanki się nie zmienia, ale im dłużej ją trzymam, tym cięższa się wydaje.
Tak samo jest z naszymi dawnymi urazami, smutkami i traumami – są jak ta szklanka wody. Jeśli potrzymamy je chwilę, to naturalne; każdy potrzebuje czasu, by odczuć ból czy złość, zanim przebaczy. Ale trzymać je latami? Wciąż na nowo zaciskać palce wokół tych wspomnień? To nas paraliżuje i zatruwa. Musimy je w końcu odłożyć, by odzyskać wolność. Czasem najzdrowszą (choć trudną) decyzją jest powiedzieć: „Dosyć. Oddaję to Bogu. Przebaczam tamtemu człowiekowi. Przebaczam też sobie. Zostawiam ten ciężar w grobie.” Jak Chrystus zostawił płótna, tak ja zostawiam moje urazy.
Skoro mowa o przebaczeniu i zostawianiu ciężarów, spójrzmy na niezwykły przykład kobiety, która miała wszelkie powody, by żyć w nienawiści, a jednak zostawiła przeszłość i poszła dalej. To św. Józefina Bakhita. Jako mała dziewczynka została porwana ze swojej wioski w Sudanie i sprzedana na targu niewolników. Doświadczyła potwornych krzywd: bito ją, poniżano, nawet tatuowano jej ciało przez nacinanie skóry i wcieranie soli w rany. Traumy, które nosiła, starczyłoby na obdzielenie wielu życiorysów… W końcu Bakhita odzyskała wolność – trafiła do Włoch, gdzie poznała wiarę w Chrystusa. Mogła do końca życia pielęgnować nienawiść do swoich oprawców. Wielu z nas by ją zrozumiało, gdyby nie potrafiła się podnieść po takim piekle.
Ona jednak wybrała przebaczenie. Przyjęła chrzest, została zakonnicą. Okazało się, że jej serce mimo blizn pozostało wolne i pełne pogody ducha. Po latach Józefina Bakhita wypowiedziała zdumiewające słowa: „Gdybym spotkała tych, którzy mnie skrzywdzili, uklękłabym i pocałowała ich ręce. Gdyby nie to wszystko, co wycierpiałam, nie byłabym dziś ani chrześcijanką, ani zakonnicą.” Proszę sobie wyobrazić – ona dziękuje za swoje rany, bo przez nie odnalazła Jezusa! To szokujące świadectwo pokazuje, jak radykalna potrafi być Ewangelia. Bakhita naprawdę pozostawiła przeszłość w grobie – nie żywiła nienawiści, nie rozpamiętywała dawnych krzywd. Dzięki temu żyła pełnią nowego życia w Chrystusie. Dziś czcimy ją jako świętą, a kto widział jej fotografie, ten wie, że na wszystkich zdjęciach uśmiecha się pogodnie. Ten uśmiech mówi więcej niż tysiąc słów o wolności od dawnych cierpień.
Trzeci krok do wolności od natrętnych negatywnych myśli to więc wypuścić z rąk ciężar przeszłości. Przebaczyć komu trzeba, sobie samemu też. Oddać Jezusowi nasze porażki i żale. Prosić Go, by uzdrowił rany, a samemu już ich nie rozdrapywać. Zostawić stare płótna w pustym grobie i wyjść do nowego życia.
Zakończenie
Podsumujmy, czego nas uczy pusty grób Jezusa o uwalnianiu się od dręczących myśli. Jak mówiliśmy, kluczem są trzy kroki wielkanocnej nadziei:
- Nazwij swoją ciemność – bo to, co ukryte i nienazwane, trzyma nas w niewoli. Gdy nazwiemy nasze lęki i wątpliwości po imieniu, tracą nad nami moc.
- Zaufaj, że Jezus jest silniejszy – bo On pokonał śmierć i grzech. Uwierzyć w Zmartwychwstanie to oddać Jezusowi ster swojego życia, pozwolić Mu przenieść nas nad każdą przepaścią.
- Zostaw przeszłość i idź dalej – bo nie jesteśmy więźniami wczorajszych porażek. W świetle Zmartwychwstania możemy przebaczyć i odłożyć ciężary, by żyć pełnią życia tu i teraz i patrzeć w przyszłość z nadzieją.
Teraz pytanie brzmi: co Ty zrobisz z tym przesłaniem? Oto wezwanie do działania dla nas wszystkich na dziś: wprowadźmy te kroki w życie. Już teraz, w sercu, nazwij przed Bogiem jedną myśl, jeden lęk, który cię dręczy – i oddaj go Jezusowi. Powiedz: „Jezu, Ty jesteś silniejszy od tego” – i podejmij decyzję, by zaufać Mu w tej sprawie. Jeśli nosisz w sercu jakiś dawny uraz czy poczucie winy, postanów dzisiaj przed pustym grobem: „Wybaczam i zostawiam to za sobą. Od tej chwili już mnie to nie definiuje.” Niech to wielkanocne spotkanie ze Zmartwychwstałym nie skończy się na słuchaniu – zróbmy konkretny krok ku wolności. Jezus już zadziałał – pokonał śmierć, otworzył grób, teraz kolej na ciebie, by z tego grobu wyjść ku światłu.
Niech pusty grób będzie dziś pusty także w twoim sercu – wolny od wszelkiego lęku, urazów i ciężarów przeszłości. Jezus już zmartwychwstał. Teraz kolej na ciebie – abyś ty również powstał i zaczął żyć na nowo.